Wileńszczyzna: ziemia przodków Romualda
Zanim opowiemy o rodzinach, trzeba opowiedzieć o ziemi, na której żyły. Przodkowie Romualda mieszkali w okolicach Wilna od XV wieku do 1958 roku. Przez te pięćset lat ich strony wiele razy zmieniały władcę, przechodziły przez nie obce wojska, a głód i zaraza kilka razy zabrały znaczną część mieszkańców. Kto to wie, ten łatwiej zrozumie, dlaczego potomkowie burmistrza Wilna po dwustu latach uprawiali cudzą ziemię i dlaczego po wielu przodkach został tylko jeden wpis w księdze.

Wielkie Księstwo Litewskie
Wilno było stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego. W średniowieczu było to ogromne państwo, które sięgało od Bałtyku prawie po Morze Czarne. Litwini byli ostatnim pogańskim narodem Europy. W 1385 roku wielki książę Jagiełło zawarł umowę z Polską. Przyjął chrzest, ożenił się z królową Jadwigą i został królem Polski, a Litwa przyjęła wiarę katolicką. Od tej pory oba państwa miały wspólnego władcę, chociaż każde zachowało własne wojsko, skarb i prawa.
W 1569 roku w Lublinie Polska i Litwa połączyły się w jedno państwo, które nazywamy Rzecząpospolitą Obojga Narodów. Szlachta litewska dostała te same prawa co polska i z czasem przejęła polski język i obyczaj. Po polsku zaczęli mówić także mieszczanie Wilna, a w następnych stuleciach mieszkańcy katolickich wsi wokół miasta. Dlatego nasi przodkowie byli Polakami, chociaż mieszkali na Litwie. Tak samo było z Piłsudskimi z sąsiedniego Zułowa.
W Wielkim Księstwie mieszkało obok siebie wiele narodów. Byli tu Litwini, Rusini, czyli przodkowie dzisiejszych Białorusinów, Polacy, Żydzi, Tatarzy i Niemcy. Urzędowe dokumenty pisano najpierw po rusku. Język ruski to nie rosyjski. Była to mowa dawnych Rusinów, z której wyrosły dzisiejsze języki białoruski i ukraiński. Pisano nim cyrylicą i do końca XVII wieku był językiem urzędowym Wielkiego Księstwa. Potem zastąpiły go polski i łacina. Rosyjski pojawił się w urzędach dopiero po rozbiorach, a w księgach kościelnych w XIX wieku. Widać to w dokumentach naszej rodziny. Burmistrz Łukasz Markowicz napisał w 1567 roku list po rusku, czyli w tym dawnym języku urzędowym, testament jego ojca Marka zatwierdzono po łacinie, a księgi kościelne z XVIII wieku są już polskie i łacińskie.
Wiek XVI: czasy Marka i Łukasza
Najdawniejsi przodkowie, których znamy z imienia, to Marek Pietrowicz i jego syn Łukasz Markowicz. Żyli w Wilnie w XVI wieku. Było to stulecie, w którym Litwa prawie bez przerwy wojowała z Moskwą. Wielkie wojny toczyły się w latach 1500 do 1503, 1507 do 1508, 1512 do 1522 i 1534 do 1537. W 1514 roku Litwa straciła Smoleńsk, a granica moskiewska przesunęła się w stronę Wilna. Każdy, kto trzymał ziemię, musiał na wezwanie władcy stawić się konno na wojnę. Kto nie pojechał, płacił karę. Taką karę dostał Marek, a król Zygmunt Stary darował mu ją w 1509 roku.
Wilno rosło w tym czasie szybko. Na początku XVI wieku otoczono je murem, który miał chronić przed najazdem Tatarów. W mieście handlowali kupcy z Rusi, z Polski i z Niemiec. Marek był jednym z nich i zasiadał w radzie miejskiej. Miasto było jednak prawie całe drewniane i co kilkanaście lat niszczył je pożar. W 1530 roku spłonęła duża jego część. Razem z domami płonęły wtedy dokumenty, a bez dokumentu trudno było dowieść swoich praw do ziemi.
W połowie XVI wieku król Zygmunt August kazał na nowo pomierzyć wszystkie królewskie dobra na Litwie. Ziemię podzielono na równe działy zwane włókami, a ludziom wyznaczono od nowa powinności. Kto siedział na królewskiej ziemi i nie umiał pokazać dokumentu nadania, ten ją tracił. Tak stało się z ziemią Marka pod Oniksztami. Dostał ją od królowej Heleny, ale urzędnicy włączyli ją do królewskiego dworu. Łukasz upominał się o nią w 1561 i 1564 roku.
W tym samym czasie do Wilna dotarła reformacja. Wielu bogatych mieszczan i wielu szlachciców porzuciło Kościół katolicki. Łukasz należał do arian, najbardziej radykalnej grupy. Pod koniec stulecia Kościół katolicki odzyskał przewagę, a innowiercom było w Wilnie coraz trudniej. Łukasz pokłócił się z władzami miasta, stracił urząd, dom i majątek, a w 1572 roku uciekł z Wilna. Jego los pokazuje, że nawet burmistrz stolicy mógł w ciągu kilku lat stracić wszystko.
Jak łatwo było stracić majątek
Dzisiaj własność ziemi zapisana jest w księdze wieczystej i nikt jej nie odbierze bez wyroku sądu. Dawniej było inaczej. Majątek można było stracić na wiele sposobów, a raz stracony rzadko wracał do rodziny.
- Podział między synów. Na Litwie ziemię dziedziczyli wszyscy synowie po równo. Majątek, który wystarczał jednej rodzinie, po trzech pokoleniach musiał wyżywić kilkanaście. Tak powstała drobna szlachta, która miała herb, ale sama chodziła za pługiem.
- Zastaw. Kto potrzebował pieniędzy, oddawał ziemię wierzycielowi do używania, dopóki nie zwróci długu. Jeśli długu nie zwrócił, ziemia zostawała u wierzyciela. Tak Łukasz Markowicz oddał rodzinny majątek za czterdzieści kop groszy, a jego potomkowie nigdy go nie wykupili.
- Wojna i pożar. Wojsko zabierało konie, bydło i zboże, a wieś często paliło. Gospodarz, który stracił inwentarz i ziarno na siew, musiał się zadłużyć albo sprzedać ziemię.
- Brak dokumentów. Kto nie umiał pokazać dokumentu, ten przegrywał spór w sądzie. Dokumenty ginęły w pożarach i w czasie wojen.
- Procesy. Spory o granice, spadki i długi ciągnęły się przez dziesiątki lat i potrafiły pochłonąć więcej, niż była warta sama ziemia.
Wszystko to widać w naszej rodzinie. Trabuciowie sprzedali rodzinny majątek w 1672 roku, zaraz po wielkiej wojnie. Markowiczowie mieli w XVI wieku ziemię pod Wilnem i dom w mieście. Dwieście lat później spis ludności z 1795 roku zapisał Bartłomieja Markowicza wśród szlachty, która mieszka na chłopskiej ziemi w cudzym majątku. W 1816 roku dziedzic tego majątku ogłosił w gazecie Bartłomieja i jego synów swoimi zbiegłymi poddanymi. Rodzina musiała dowodzić przed urzędem swojego szlachectwa i dowiodła go w 1819 roku.
Wielka wojna z Moskwą i ze Szwecją (1654-1667)
W 1654 roku na Litwę uderzyły wojska cara, a rok później od północy weszli Szwedzi. W Polsce te lata nazywa się potopem. 8 sierpnia 1655 roku wojska moskiewskie i kozackie zdobyły Wilno. Miasto rabowano i palono przez wiele dni, a mieszkańców, którzy nie zdążyli uciec, zabijano. Rosjanie trzymali Wilno przez sześć lat. Po wojsku przyszły głód i zaraza. Historycy oceniają, że Wielkie Księstwo Litewskie straciło w tych latach blisko połowę mieszkańców. Całe wsie stały puste, a pola zarastał las.
Z tych czasów pochodzą najstarsze wiadomości o Trabuciach. Wywód szlachectwa podaje, że Jerzego Trabucia ochrzczono w 1649 roku, pięć lat przed wojną, a jego ojciec Maciej sprzedał majątek w 1672 roku, pięć lat po jej końcu. W tej wojnie spłonęła też większość ksiąg kościelnych. Dlatego o ludziach, którzy żyli przed nią, wiemy tak mało.
Wojna północna, głód i zaraza (1700-1721)
Ledwie kraj odbudował się po jednej wojnie, zaczęła się następna. Przez dwadzieścia lat przez Litwę przechodziły na przemian wojska szwedzkie, saskie i rosyjskie. Każde z nich żywiło się tym, co zabrało chłopom i szlachcie. Zimą z 1708 na 1709 rok mrozy zniszczyły zasiewy i nastał głód. Zaraz po nim przyszła dżuma, która trwała do 1711 roku. W samym Wilnie zmarły dziesiątki tysięcy ludzi, a wiele wsi wymarło do ostatniego człowieka.
W tych latach żyli już ludzie, których znamy z imienia. Samuel Bojaruniec urodził się między 1680 a 1690 rokiem. Bartłomieja Markowicza ochrzczono w Mejszagole w 1703 roku. Łucja, najdawniejsza znana przodkini w rodzinie Łukaszewicz, urodziła się około 1715 roku, kilka lat po zarazie. Każde z nich było dzieckiem ludzi, którzy przeżyli głód i mór. Gdyby choć jedno z nich wtedy zmarło, nie byłoby nikogo z nas.
Chłop i pan
Większość przodków Romualda to nie szlachta, tylko chłopi. Do 1861 roku chłop na Litwie był poddanym. Znaczy to, że należał do majątku razem z ziemią, na której mieszkał. Nie mógł się wyprowadzić ani ożenić w innym majątku bez zgody pana. Kiedy majątek sprzedawano, sprzedawano go razem z ludźmi. Pan mógł też przenieść rodzinę z jednej wsi do drugiej.
Za prawo do uprawiania kawałka ziemi chłop odrabiał pańszczyznę. Zwykle było to kilka dni w tygodniu z własnym koniem albo wołem. Na swoim polu pracował w pozostałe dni. Do tego dochodziły daniny w zbożu, kurach i jajach, a w czasie żniw dodatkowe dni pracy. Rodzina Łukaszewicz żyła tak w majątku Stracza, a Gaulowie we wsi Kruki pod Komajami.
Życie było krótkie. Mniej więcej co trzecie dziecko umierało przed piątym rokiem życia, najczęściej na choroby, które dziś leczy się w kilka dni albo którym zapobiega szczepionka. Jeszcze pod koniec XIX wieku Stefan Łukaszewicz pochował dwóch małych synów. Kobiety często umierały przy porodzie, a wdowiec z małymi dziećmi żenił się ponownie po kilku miesiącach, bo gospodarstwa nie dało się prowadzić w pojedynkę. Dlatego w tej kronice tak często pojawiają się drugie żony i przyrodnie rodzeństwo.
Lata nieurodzaju wracały co kilka albo kilkanaście lat. Chłop nie miał zapasów na dłużej niż do następnych żniw. Kiedy zboże nie obrodziło, wiosną zaczynał się głód, który ludzie nazywali przednówkiem. Jadło się wtedy chleb z domieszką plew, kory i lebiody.
Pod władzą cara (1795-1915)
W 1795 roku Rosja, Prusy i Austria podzieliły między siebie resztę Rzeczypospolitej. Wileńszczyzna dostała się Rosji na sto dwadzieścia lat. Dla naszych przodków zmieniło się kilka rzeczy naraz.
Po pierwsze, szlachta musiała udowodnić swoje szlachectwo przed rosyjskim urzędem. Kto miał stare dokumenty, ten dostawał dekret i zachowywał swoje prawa. Tak zrobili Markowiczowie w 1819 roku i Trabuciowie w 1820 roku. Kto dokumentów nie miał albo nie było go stać na koszty, tego po 1831 roku władze przepisywały do chłopów albo do wolnych rolników. W ten sposób dziesiątki tysięcy rodzin drobnej szlachty straciły swój stan w ciągu jednego pokolenia.
Po drugie, przyszedł pobór do wojska. Każda wieś musiała co pewien czas oddać rekruta, a służba w armii carskiej trwała do dwudziestu pięciu lat. Rodzina żegnała takiego chłopaka jak zmarłego, bo prawie nikt nie wracał.
Po trzecie, przez te strony znów przeszła wielka wojna. W czerwcu 1812 roku Napoleon wkroczył z ogromną armią do Wilna i ruszył na Moskwę. Jego żołnierze zabierali po drodze konie, bydło i zboże. W grudniu ta sama armia wracała rozbita. Tysiące żołnierzy zamarzło pod Wilnem, a po wojsku została zaraza i ogołocone wsie.
Polacy dwa razy chwycili za broń przeciw Rosji, w 1831 i w 1863 roku. Po każdym powstaniu przychodziły kary. Po 1863 roku gubernator Murawjow kazał wieszać powstańców, zsyłał ludzi na Sybir i odbierał majątki. Języka polskiego zakazano w urzędach i w szkołach. Księgi kościelne kazano pisać po rosyjsku już wcześniej, dlatego akty naszych przodków z drugiej połowy XIX wieku są rosyjskie.
W 1861 roku car zniósł poddaństwo. Chłopi stali się wolnymi ludźmi i dostali na własność ziemię, którą uprawiali. Musieli jednak spłacać ją państwu w ratach przez kilkadziesiąt lat. Ziemi było mało, a dzieci dużo. Gospodarstwo dzielono między synów, aż przestawało wystarczać na życie. Dlatego na przełomie XIX i XX wieku setki tysięcy ludzi z Wileńszczyzny wyjechały za chlebem do Ameryki. W 1914 roku wyjechała tam Zofia, siostra Jana Łukaszewicz, a około 1928 roku za ocean popłynął sam Jan.
Wiek XX: dwie wojny i pięć zmian władzy
We wrześniu 1915 roku Niemcy przełamali rosyjski front pod Święcianami. Linia okopów zatrzymała się na trzy lata nad jeziorem Narocz, kilkanaście kilometrów na wschód od Komaj. Wsie naszych przodków znalazły się tuż za niemieckim frontem. Wojsko zajmowało domy, zabierało konie i zboże, a ludzi pędziło do robót. W bitwie nad Naroczą w marcu 1916 roku zginęło albo zostało rannych około stu tysięcy żołnierzy.
Niemieckie wojsko stało także w Komajach. Za kościołem Niemcy założyli cmentarz wojenny. Dziś tego cmentarza już nie ma, a w jego miejscu stoi znak pamięci.

Po wojnie o te ziemie biły się Polska, Litwa i bolszewicka Rosja. W latach 1919 i 1920 front przetoczył się tędy kilka razy. Od 1922 roku Wileńszczyzna należała do Polski. Po raz pierwszy od ponad stu lat dzieci uczyły się w polskiej szkole, a księża pisali metryki po polsku. Wieś była jednak biedna i przeludniona, więc wyjazdy za ocean trwały dalej.
We wrześniu 1939 roku weszła Armia Czerwona. Władze sowieckie wywoziły w głąb Rosji urzędników, osadników, leśników i zamożniejszych gospodarzy razem z rodzinami. W czerwcu 1941 roku przyszli Niemcy. Jesienią tego roku na poligonie pod Nowymi Święcianami rozstrzelali kilka tysięcy Żydów z okolicznych miasteczek, w tym z Podbrodzia i ze Święcian. Młodych ludzi wywozili na roboty do Niemiec.
W lipcu 1944 roku wróciła Armia Czerwona i została na dobre. Mężczyzn brano do wojska albo wywożono do pracy w głąb Związku Radzieckiego. Wywieziono wtedy także Antoniego Łukaszewicz, który miał około dziewiętnastu lat. Nowa granica między sowiecką Litwą a sowiecką Białorusią przecięła okolicę na pół. Powiewiórka i Kocielniki zostały po stronie litewskiej, a Komaje i Ockowicze po białoruskiej. Chłopom odebrano ziemię i włączono ją do kołchozów.
Polacy mogli wyjechać do Polski w dwóch falach, w latach 1945 do 1948 i 1956 do 1959. Kto wyjeżdżał, zostawiał dom, ziemię i groby bliskich. Nasza rodzina wyjechała w listopadzie 1958 roku. Antoni i Alina zabrali pięcioro dzieci oraz rodziców Aliny, Dominika i Leokadię Markowiczów. Ziemia Markowiczów w Obkortach została za granicą.
Co z tego wynika dla naszej rodziny
Kiedy czyta się następne rozdziały, warto pamiętać o trzech rzeczach.
Pierwsza: przetrwanie nie było czymś zwykłym. Każdy z naszych przodków przeżył dzieciństwo, w którym umierało co trzecie dziecko. Wielu przeżyło też wojnę, głód albo zarazę. To, że linia rodziny nie urwała się przez pięćset lat, jest w dużej mierze szczęśliwym trafem.
Druga: majątek i pozycja nie były dane na zawsze. Ta sama rodzina mogła w jednym stuleciu zasiadać w radzie stolicy, a w innym pracować na cudzym polu. Markowiczowie i Trabuciowie byli szlachtą z herbem, a mimo to w XVIII wieku żyli jak chłopi. Stało się tak przez podziały ziemi, długi i wojny, a nie przez czyjąś winę.
Trzecia: o większości ludzi nie zostało prawie nic. Chłop nie zostawiał listów ani testamentów. Zostawał po nim wpis o chrzcie, ślubie i pogrzebie, jeśli księga nie spłonęła. Dlatego o burmistrzu Łukaszu z XVI wieku wiemy więcej niż o jego potomkach sprzed dwustu lat, a każdy odnaleziony wpis jest w tej kronice pokazany i przetłumaczony.